Hokej na lodzie / Polska Liga Hokejowa
20:42, 19.02.2012
Sosnowiec, 19 lutego 2012

Zagłębie Sosnowiec S.A.
50
Nesta Karawela Toruń

(0:0, 4:0, 1:0)
Bramki: 1:0 Dołęga - Cychowski - Kostecki (23.47, w podwójnej przewadze); 2:0 Kuc - Bernat (24.37, w przewadze); 3:0 Cychowski - Zdenek (34.10); 4:0 Zdenek - Dołęga - Cychowski (36.55); 5:0 Szewczyk - Dołęga - Zdenek (41.09).
Składy i zapis relacji na żywo po kliknięciu w "zobacz szczegóły"...
Zagłębie otworzyło rywalizację na piątkę
Autor: (mw) / sportowezaglebie.pl
Po wyrównanej pierwszej tercji sosnowiczanie przyśpieszyli, a po zdobyciu dwóch goli „siedli” na rywalu, by jak najszybciej go dobić i podciąć skrzydła przed kolejnymi meczami.
Bardzo dobre spotkanie w wykonaniu hokeistów prowadzonych przez Mariusza Kiecę i Krzysztofa Podsiadło. Postawę Zagłębia można ocenić na piątkę z plusem.
Pierwsza tercja pokazało, jak bardzo obu zespołom zależy na dobrym otwarciu rywalizacji. Zarówno Zagłębie, jak i Nesta grały uważnie w obronie, wzajemne badanie trwało 20 minut, przez co na pierwszą przerwę oba zespoły zeszły z czystym kontem. - Spodziewaliśmy się trudnego meczu i pomimo końcowego wyniku, właśnie taki był - mówił trener Kieca.
Zawodnicy obu zespołów nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze broniących bramkarzy. Zanosiło się na mecz do pierwszej bramki i tak też się stało. - Szydłowski wybił napastnikom z głowy możliwość zdobycia bramki. Zrobił to, co do niego należało, więc myślę, że to też dobrze przełoży się na postawę drużyny. W zespole Nesty też jest dobry bramkarz, a nie zawieszona opona, więc to nie jest tak, że marnowaliśmy wszystkie sytuacje, tylko on dobrze bronił. Później dopiero podczas gry w przewagach, kiedy bramkarz jest zasłonięty, udało się zdobyć dwie bramki. W sytuacjach czystych ciężko było go pokonać, a do czasu, kiedy bramkarz nie puści pierwszego gola, trudno się gra, gdyż ma pewność siebie, a gdy straci jedną, drugą, to traci również pewność siebie i dzięki temu gra się łatwiej - wyjaśnił trener Kieca.
Pierwsza tercja pokazało, jak bardzo obu zespołom zależy na dobrym otwarciu rywalizacji. Zarówno Zagłębie, jak i Nesta grały uważnie w obronie, wzajemne badanie trwało 20 minut, przez co na pierwszą przerwę oba zespoły zeszły z czystym kontem. - Spodziewaliśmy się trudnego meczu i pomimo końcowego wyniku, właśnie taki był - mówił trener Kieca.
Zawodnicy obu zespołów nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze broniących bramkarzy. Zanosiło się na mecz do pierwszej bramki i tak też się stało. - Szydłowski wybił napastnikom z głowy możliwość zdobycia bramki. Zrobił to, co do niego należało, więc myślę, że to też dobrze przełoży się na postawę drużyny. W zespole Nesty też jest dobry bramkarz, a nie zawieszona opona, więc to nie jest tak, że marnowaliśmy wszystkie sytuacje, tylko on dobrze bronił. Później dopiero podczas gry w przewagach, kiedy bramkarz jest zasłonięty, udało się zdobyć dwie bramki. W sytuacjach czystych ciężko było go pokonać, a do czasu, kiedy bramkarz nie puści pierwszego gola, trudno się gra, gdyż ma pewność siebie, a gdy straci jedną, drugą, to traci również pewność siebie i dzięki temu gra się łatwiej - wyjaśnił trener Kieca.
Na szczęście to sosnowiczanie otworzyli wynik spotkania. Podczas gry w podwójnej przewadze na uderzenie z dystansu zdecydował się Jarosław Dołęga, „guma” ugrzęzła w siatce, a popularny „Żółwik” w ramionach kolegów z zespołu. Była to 24. minuta, po upływie 50 sekund, ciągle podczas gry w przewadze, z niebieskiej linii „huknął” Jarosław Kuc, zasłonięty bramkarz gości nie miał szans. Chwilę później Kuc ponownie odpalił bombę i trafił w spojenie słupka z poprzeczką. - Mierzył niżej - kręcił głową obrońca Zagłębia. - Wyszliśmy spięci na to spotkanie. Myślę, że było to spowodowane tym, że Nesta w ostatnich meczach zagrała dobrze, może to inni słabiej grali, jest to już mało istotne. Najważniejsze, że w tej drugiej tercji udało nam się zdobyć bramkę i później poszliśmy za ciosem. Strzeliliśmy drugą, trzecią, ułożył nam się mecz i dowieźliśmy to do końca. Ogólnie to spotkanie wyglądało tak, że kto strzeli pierwszego gola, to mógł wygrać, na szczęście to nam się udało. Mogło jednak ułożyć się w drugą stronę, gdyby torunianie trafili, to moglibyśmy nie odrobić. Teraz nie jest czas na gdybanie, ważne, że wygraliśmy. Nie patrzę na swoją zdobycz punktową, najważniejsze jest to, żebyśmy wyszli z tej rywalizacji zwycięsko, więc nie liczy się kto zdobywa bramki, tylko miejsce w meczu o 5. miejsce - przekazał po ostatnim gwizdku Dołęga.
Kolejne trafienia „posypały” się. Jeszcze przed przerwą na listę strzelców wpisali się Rafał Cychowski i Jiri Zdenek. Przy wyniku 4:0 zawodników Nesty opuściły chęci do walki o zwycięstwo. - Po to trenuje się grę w przewadze, by ją wykorzystywać. Prowadząc 2:0 łatwiej nam się jeździło. Po trzecim trafieniu zespół dostał swobody. W trzeciej tercji wpuściliśmy czwarty atak, by zawodnicy trochę odpoczęli. To jest dopiero pierwszy mecz, więc jeszcze długa droga przed nami, ale dobrze jest wygrać otwierające rywalizacje spotkanie, gdyż przed kolejnymi pojedynkami będzie lepsze nastawienie - cieszył się na konferencji prasowej trener Kieca.
Trzecią tercję Zagłębie zaczęło od mocnego uderzenia, 69 sekund po pierwszym wznowieniu na listę strzelców wpisał się Maciej Szewczyk. Później okazało się, że była to ostatnia bramka niedzielnego wieczoru. - Musimy zapomnieć o tym meczu, musimy zregenerować się i przygotować do rywalizacji w Toruniu. Na wyjazdowe spotkania jedziemy dzień wcześniej, gdyż planowaliśmy ten wyjazd podczas załamania pogodowego. Nauczeni doświadczeniami innych zespołów, które spóźniały się na spotkania, nie chcieliśmy ryzykować, że gdzieś staniemy w korku. Są to ważne mecze, dlatego jedna noc nas nie zbawi. Pracujemy cały sezon, nie chcemy roztrwonić tego przez taką głupotę, że zagramy mecz zaraz po wyjściu z autobusu - podsumował trener Kieca.
Trener gości nie krył rozczarowania. - Ten wynik jest dla nas okrutny, zdecydowały o nim osłabienia, do straty pierwszego gola już złapaliśmy 18 minut. To była kwestia czasu, kiedy Zagłębie coś strzeli. Po dwóch trafieniach kolejne posypały się. Przy stanie 0:0 mieliśmy kilka sytuacji, w takich meczach trzeba wykorzystywać szanse, bez goli nie da się wygrać. Szkoda, bo ten mecz mógł wyglądać zupełnie inaczej. Kontuzja Plaskiewicza, to nic poważnego, mógł dograć mecz do końca, jednak chcieliśmy dać mu odpocząć - zakończył Jarosław Lehocky.
Dodaj komentarz
Nasze kluby
0MKS Kluczbork
vs
1Zagłębie Sosnowiec
70MKS Dąbrowa Górnicza
vs
78Znicz Basket Pruszków








Skarb kibica

