09:21, 18.04.2016
Mateusz Mańdok

„Ktoś nad nami czuwał”

To był z pewnością najtrudniejszy moment w życiu trenera Mateusza Mańdoka. W sobotę po heroicznej walce z nowotworem zmarła jego żona. 



Niwy BrudzowiceStarcie z chorobą trwało od dawna. W czerwcu 2014 roku Mateusz Mańdok i jego najbliżsi odetchnęli z ulgą, gdyż wydawało się, że sytuacja wróciła do normy. Niestety zło nie dało za wygraną. Mimo tragedii trener zdecydował się poprowadzić Niwy w niedzielnym spotkaniu z Górnikiem Wojkowice. Rozpoczęcie  poprzedziła symboliczna minuta ciszy, a gospodarze wystąpili z czarnymi wstążkami na koszulkach. - Dziękuję swojej drużynie, drużynie z Wojkowic i trenerowi Adamowi Bale za ten gest. To było wzruszające zachowanie  – mówił szkoleniowiec.

DSC_0448Mecz na szczycie A klasy zakończył się wygraną Niw 2:1, którą dedykowano małżonce trenera. Trzy punkty nie przyszły łatwo, gdyż gola na wagę trzech punktów piłkarze z Brudzowic zdobyli dopiero w ostatniej akcji meczu. - Ktoś nad nami czuwał. To zwycięstwo podobnie, jak każdy sukces dedykuję mojej kochanej żonie, która mimo bardzo trudnej sytuacji nie pozwoliła mi zrezygnować z pracy w klubie, będącej dla mnie odskocznią. Stąd też moja obecność na meczu – przekazał po ostatnim gwizdku sędziego Mateusz Mańdok. 

POMECZOWE SPRAWOZDANIE 

Kilka dni przed spotkaniem trener zapowiadał zmianę w ustawieniu swojego zespołu. Tzw. „choinka”, 4-3-2-1, zdała egzamin. - Odpuściliśmy skrzydła, skupiliśmy się na zagęszczeniu środka pola. Myślę, że remis byłby tu sprawiedliwy, bo Górnik w drugiej połowie miał dużą przewagę, ale taka jest piłka – zakończył trener.

Redakcja Sportowego Zagłębia składa najszczersze wyrazy współczucia trenerowi Mateuszowi Mańdokowi i jego najbliższym.

DSC_0432

Dodaj Komentarz