11:14, 16.05.2009
hytry-pawel-zamyslony

Mają w sercu Zagłębie

Autor: Maciej Wasik / sportowezaglebie.pl

Działacze Zagłębia Sosnowiec nie ukrywają, że sytuacja jest ciężka, ale nie tragiczna. – Na pewno wkradła się nerwowość, działaliśmy zbyt emocjonalnie – tłumaczy prezes klubu, Paweł Hytry.

Przed sezonem nasz klub był wymieniany jako faworyt do awansu. Niestety, rzeczywistość okazała się niezwykle brutalna i teraz sosnowiczanie bronią się przed spadkiem. – Najbardziej brakuje nam doświadczonych zawodników, którzy w trudnej chwili pociągnęliby grę, ustawili na boisku młodszych kolegów. Jednak zaufaliśmy trenerom, których zatrudnialiśmy. Daliśmy im wolną rękę, pozyskiwaliśmy zawodników, których nam wskazali, oczywiście o ile było to możliwe – tłumaczy prezes Hytry.

Niestety, wyniki były i są dalekie od oczekiwań. – Po spadku z Orange Ekstraklasy, zostawiliśmy część zawodników i trenera, który zbierał świetne opinie. Mieliśmy podstawy sądzić, iż będziemy walczyć o awans. Po serii wpadek, trener Piotr Pierścionek oddał się do dyspozycji zarządu. Może za szybko podjęliśmy decyzję o rozwiązaniu umowy, jednak chcieliśmy ratować sytuację, bo wyniki były fatalne. Trener Miroslav Copjak zaczął dobrze, jednak pod koniec już tracił punkty, a gra zespołu zostawiała wiele do życzenia. Gdy więc dowiedzieliśmy się, iż trener lidera naszej grupy chce poprowadzić zespół i gwarantuje przyjście do Sosnowca kilku zawodników, długo się nie zastanawialiśmy. Trener Janusz Kudyba „mydlił nam oczy”, jednak wyniki miał fatalne, nie mogliśmy dłużej czekać z decyzją o rozstaniu – wyjaśnia sternik Zagłębia.

Prezes odniósł się również do transferów w Zagłębiu. – Zgoda, Pavol Hustava to totalna wpadka. Zawodnik zupełnie się nie sprawdza. Jednak reszta piłkarzy, to decyzje nowego szkoleniowca. Nie chcieliśmy wtrącać się do jego pracy. W ostatniej chwili do kadry dołączył Bartłomiej Socha, było spore ryzyko z postawieniem na niego, jednak nie miał wysokich wymagań finansowych. Liczyliśmy, że pomoże zespołowi swoim pierwszoligowym doświadczeniem, w końcu zdobywał ważne bramki dla Odry Wodzisław. Mam nadzieję, że dla nas takie też jeszcze strzeli. Teraz będziemy wyczuleni na decyzje transferowe. Zresztą nasi skauci, Janusz Koterwa i Jerzy Dworczyk, już stworzyli listę graczy, których można pozyskać. Z niektórymi jesteśmy już w kontakcie, bowiem w kadrze musi dojść do poważnych zmian – zapowiada Hytry.

Sytuacja w klubie jest nieciekawa, ale nie tragiczna. – Przede wszystkim mamy mało ludzi do pracy, nie stać nas na zatrudnienie całego sztabu pracowników. Jednak wszyscy, którzy pracują, oddają całe serce dla tego klubu. Dlatego bardzo przeżywamy porażki Zagłębia. Kibice nam zarzucają, że albo wyciągamy pieniądze z klubu, albo, że go zadłużamy. Proponowaliśmy, by nasi fani wybrali jedną osobę, która wejdzie do rady nadzorczej. Chcieliśmy reprezentanta kibiców, który mógłby śledzić finanse i wiedziałby, jak ciężko prowadzić profesjonalny zespół. Zresztą staramy się dbać o naszych fanów, o czym świadczy ostatnia sprawa z ochroną, którą chcieliśmy zmienić, ale kibice uznali, że nie jest to potrzebne. Zadłużenie klubu jest niewielkie, a w przyszłym tygodniu większość zostanie spłacona. Chcę też poinformować, że nie zarobiliśmy na Orange Ekstraklasie. Dostaliśmy 2 mln zł z Ekstraklasy SA i Canal +, do tego otrzymaliśmy 0,5 mln euro, czyli około 1,7 mln zł od Włochów z ERSI. Jednak poprzedni właściciel zostawił nas z kadrą, która zarabiała miesięcznie 450 tys. zł netto. Wynajem stadionu od Odry Wodzisław kosztował nas około pół miliona, sztab szkoleniowy i administracja klubu to kolejne 40 tys. zł miesięcznie. Trzeba jeszcze doliczyć koszt zgrupowań, wyjazdów i organizacji spotkań. Na biletach zarobiliśmy tylko na kilku meczach. Krzysztof Szatan tylko w grudniu na odprawy dla naszych „gwiazd” wydał 280 tys. zł, np. Jerzy Kowalik zgarnął 100 tys. Więc jak łatwo policzyć, zarobku nie było – wylicza prezes Zagłębia. – Dlatego uspokajam kibiców, jeśli oddamy komuś innemu klub, to nie będzie on zadłużony. Nie będzie sytuacji, jak to złośliwie mówią, że odstąpimy klub za złotówkę, ale z milionowym długiem. Równie denerwujące jest, iż oskarżają mnie, że nic nie zrobiłem w sprawie pozyskania sponsora. Rozmowy z Budeconem trwały bardzo długo, ale zakończyły się sukcesem. Rozmawiałem jeszcze z przedstawicielami trzech firm, ale jak usłyszeli na stadionie wyzwiska pod adresem właściciela, to po prostu uciekli i nie kontynuowali rozmów – dodaje podenerwowany Hytry.

Jest też nadzieja na przyszłość. – Rozważanych jest kilka wariantów. Może miasto zostanie współudziałowcem, może dojdzie ktoś trzeci. Wszystko jest możliwe, a my robimy wszystko co w naszej mocy, by obronić się przed spadkiem z II ligi. W końcu chcemy jak najlepiej dla Zagłębia. Krzysztof Szatan nie zostawi klubu na pastwę losu – optymistycznie przekonuje prezes Hytry. – Chciałem przeprosić kibiców, że musieli oglądać swoją ukochaną drużynę w takiej dyspozycji – dodał.

Mamy nadzieję, że Zagłębie wstanie z kolan i udowodni swoim wiernym kibicom, że warto wspierać klub. Jednak, by tak się stało nie może być miejsca na takie wpadki i obietnice ze strony przedstawicieli władz klubu bez pokrycia, do jakich doszło w obecnie trwających rozgrywkach. Wierzymy, iż sosnowiczanie obronią się przed spadkiem, a w przyszłym sezonie pozytywnie odmienieni powalczą o odzyskanie wiary swoich kibiców. W końcu Zagłębie, to klub z tradycjami, który zasługuje na lepszy los.

Dodaj Komentarz