Piłka nożna
08:00, 22.02.2012
Pierścionek: Może kiedyś uda się wrócić
Autor: Paweł Leśniak / sportowezaglebie.pl
- Jeśli piłkarz klęczy przede mną na treningu i mówi, że nie ma sił trenować, bo nie ma co jeść... - to były jedne z ostatnich słów Piotra Pierścionka jako trener Zagłębia Sosnowiec. Dziś, w rozmowie z naszym serwisem przyznaje, że tych słów nie żałuje.
Porażka z Elaną Toruń i praktycznie przekreślone szanse na awans przelały czarę goryczy w maju 2010 roku. Piotr Pierścionek na pomeczowej konferencji prasowej powiedział słowa, które okazały się gwoździem do jego trumny jako trenera Zagłębia Sosnowiec. Kilka miesięcy później został trenerem Orła Balin, z którym pracuje do dziś. Właśnie jego drużyna przyjechała w minioną sobotę do Sosnowca, aby podjąć Zagłębie. Nie bez trudu miejscowi wygrali 2:1. - Nie potrafimy się zachować przy wykonywaniu stałych fragmentów gry. Przy rzucie wolnym mogliśmy bardzo prosto wyekspediować piłkę i nie byłoby bramki. Bezpańskie piłki przejmowali w dużej mierze piłkarze Zagłębia i o to mam pretensje. Sytuacja z bramką zobrazowała to. Mieliśmy ciężki tydzień, ale najważniejsze, że w meczu nikomu nic się nie stało. W meczu ze Szczakowianką Piotrek Wolny został ubity, Krystian Żuraw z ROW-em Rybnik złamał rękę plus zawodnicy, którzy dochodzą po chorobach – powiedział po tamtym spotkaniu były szkoleniowiec Zagłębia. Piotr Pierścionek nie chciał komentować gry drugoligowca. - W swojej pracy koncentruję się na zespole, który prowadzę. Interesowało mnie zachowanie moich piłkarzy i trudno wypowiadać się na temat zawodników Zagłębia Sosnowiec.
Mają dwóch trenerów, oni na pewno sensowne wnioski wyciągną – dodał.
Trener Orła jest znany z tego, że w trakcie spotkania żyje meczem i cały czas wzdłuż bocznej linii instruuje swoich zawodników. Nie inaczej było teraz, co nawet w pewnym momencie wyglądało komicznie, bowiem Piotr Pierścionek mocno gestykulował na tle stojących w bezruchu szkoleniowców Zagłębia. - Świadomość taktyczna zawodników w niższych ligach jest generalnie na słabym poziomie. Sparingi mają to do siebie, że oprócz elementów stricte fizycznych, które się realizuje poprzez okres przygotowawczy, to w formie sparingowej można mieć wpływ na zachowanie zawodników, czy to w ofensywie, czy defensywie. W jakiś sposób staram się im pomagać. W ofensywie gracze muszą się wykazywać pewną kreatywnością i trudno kierować nimi jak na playstation - nie o to chodzi. W defensywie trzeba pomóc czasem zespołowi, aby właściwie ustawił się do piłki. Teraz gramy 4-3-3, to inny system niż ten, którym grałem w innych klubach, ale byliśmy w tamtym roku najskuteczniejszym zespołem. Z zawodnika, który grał w Czarnych Sosnowiec na lewej obronie, zrobiłem napastnika, który został królem strzelców, od razu dostał propozycję w Puszczy Niepołomice. Chcemy grać ofensywnie, nie sztuką jest dzisiaj nauczyć ustawiać, przesuwać pod piłką - to każdy potrafi. Dziś trzeba się wykazać, nauczyć grac do przodu, mieć jakąś sensowną myśl. Na razie próbujemy, idzie raz lepiej, raz gorzej – przyznaje.
Piotr Pierścionek swego czasu prowadził w Ekstraklasie Młode Zagłębia wraz z Arturem Mosną. Obaj byli uważani za młode pokolenie trenerów z regionu. Niestety, pod odejściu z Sarmacji, Artur Mosna nie podjął się trenowania zespołu z Zagłębia Dąbrowskiego, choć w trakcie pracy w Będzinie miał propozycje z innych lig. Piotr Pierścionek po dość długiej pracy w drugoligowcu zdecydował się poprowadzić Orła, co też było zaskoczeniem. - Doświadczenie nadal zdobywam i nie uważam się za doświadczonego i dobrego trenera. Jestem osobą, która chce się rozwijać i swój warsztat pracy z każdym kolejnym rokiem staram się wzbogacać. Mimo wszystko uważam, że nadal jestem młodym trenerem i poniekąd jestem w regionie. Ze względów prywatnych zdecydowałem się pracować w Orle Balin, tam pracuję w szkole, umówiłem się na na okres 2 lat i mimo, że miałem propozycje pracy w innym klubie, zostałem. Chciałem się uczciwie zachować. Na rynku jaworznicko-chrzanowskim moja osoba była negatywnie odbierana w kontekście "ucieczek". W Górniku Jaworzno pracowałem trzy razy i trzy razy odchodziłem do Sosnowca. Pierwsza myśl jaka była osób, które mnie zatrudniały to, że od razu ucieknę, że mam ambicje pracy wyżej. Zagłębiu wtedy nie mogłem odmówić, jest to klub, który miałem w sercu i mam, grałem tu 13 lat w piłkę. Straciłem zdrowie i emocje w trakcie pracy trenerskiej. Tak jak mówiłem, miałem teraz propozycję pracy w III lidzie, nie skorzystałem. Chcę zobaczyć jakie będą efekty pracy, którą tu wykonuję. Zobaczymy czy uda się je zrealizować. Sobotnim sparingiem nie chciałem nikomu nic udowadniać – powiedział.
W Sosnowcu przez wiele osób został skreślony przez wypowiedź na konferencji prasowej po porażce z Elaną Toruń. Dziś na zimno ocenia ją jako słuszną, lecz nie do końca poważnie potraktowaną. - Powiem przekornie - moja ostatnia wypowiedź na konferencji jako trenera Zagłębia Sosnowiec podniosła larum ze względu na sytuację finansową, która panowała. Jakby ktoś poważnie to potraktował, to nie byłoby takiej spirali długów i pan Baczyński nie musiałby teraz ich spłacać, tylko poświęciłby te pieniądze na zbudowanie drużyny, która miałaby aspirację i walczyłaby o awans do I ligi. Od stycznia, kiedy ja pracowałem, nie było stabilizacji finansowej. Tą mieliśmy w rundzie jesiennej - na do widzenia byliśmy na 2. miejscu, awansowaliśmy do 1/4 finału Pucharu Polski, był pozytywny klimat wokół drużyny, była atmosfera, a gdy nie ma pieniążków w sporcie, to później są takie efekty. Dlatego moja wypowiedź była tak odebrana, ale może gdybym miał 20 lat więcej, bardziej prestiżowe nazwisko, to ktoś zwróciłby uwagę, że tak rzeczywiście jest. Po 3 latach okazało się, że Zagłębie miało bardzo dużo długów. Ja nie podejmowałem żadnych działań, mimo zaległości w stosunku do mojej osoby, nie ciągałem klubu po sądach, a pan Baczyński bardzo w porządku się zachował. Jak już sobie unormuje pewne sprawy, na pewno skoncentruje się na sprawach sportowych i poukłada je. Jestem spokojny o tę drużynę – powiedział na chłodno trener.
Piotr Pierścionek dobrze wspomina czasy spędzone w Zagłębiu. Choć wobec jego osoby pojawiają się zarzuty, to jednak był to jeden z niewielu trenerów, który w takim stopniu stawiał na wychowanków i był z nimi o krok od awansu. Były to także czasy, gdzie na każdym meczu było kilka tysięcy kibiców. Dziś żaden szkoleniowiec nie może się pochwalić taką frekwencją. - Nie wykonałem tutaj jakiejś mega złej roboty. Udało mi się wprowadzić do drużyny wychowanków, których wtedy mieliśmy dwunastu. W meczu z Ruchem Radzionków, zremisowanym u siebie 0:0, zagrał Strojek, Marek, Pietrzak, Łuczywek, Ryndak, Szatan. Cholera jasna, w meczach kluczowych dla rywalizacji o awans było sześciu młodych ludzi z Sosnowca. Jeśli oni wtedy byli młodzi i teraz tez ktoś mówi, że robi młody zespół, to czy ja grałem trampkarzami? Ja oczywiście nie pracowałem tutaj sam. Oddaliśmy sporo dla klubu z Grześkiem Kurdzielem, z Piotrkiem Caliński, z Pawłem Ryngierem. Wtedy był trudny okres, bo sportowo uciekał nam cel, który chcieliśmy osiągnąć i zrealizować. Zostaliśmy podwójnie ukarani za jedno przewinienie. Przed meczem z Polkowicami wygraliśmy 2:0 z Zawiszą, która była wtedy jednym z faworytów do awansu. Wygraliśmy, bo kibice nas pchnęli do zwycięstwa. Przyszło kilka tysięcy osób, w Sosnowcu było ogólne poruszenie tym meczem i zespół tego potrzebował. Tych emocji brakowało w spotkaniu z Górnikiem Polkowice, tej fali, tego pociągnięcia ze strony kibiców. Byliśmy pokrzywdzeni. Na chłodno to oceniam teraz, musiałem to powiedzieć jestem osobą impulsywną, może mogłem się ugryźć w język. Teraz tego nie żałuję, musiałem się tak zachować, a dla mnie dobra zawodników zawsze było najważniejsze i tu dwa razy była taka sytuacja, że zespół stawał murem za mną – powiedział nam Pierścionek.
Po jego kontrowersyjnych wypowiedziach, szczególnie z ostatniego półrocza, Pierścionek miał tyle samo przeciwników ilu zwolenników. Dziś jednak część z nich tęskni za wychowankiem Zagłębia, jako trenerem, który ponownie mógłby poprowadzić swój klub. Choć od czasu zwolnienia, propozycji objęcia stanowiska nie było, to jednak szkoleniowiec takiej możliwości nie wyklucza. - Może kiedyś uda się wrócić... Niezbadane są losy trenerów, a jest się tam, gdzie cię chcą. Jeśli jest stabilizacja na pewnym poziomie, sportowa koncepcja zespołu, nie tylko dotycząca pierwszej drużyny, ale po prostu szkolenia dzieci i młodzieży. Na chwile obecna są inni ludzie, którzy muszą się wykazać. Kto ma pomóc, jak nie trener Wyrobek? Ma doświadczenie, potrafi racjonalnie ocenić możliwości zawodnika i wierzę, że tak doświadczona osoba jest w stanie zadziałać – zakończył.
Trener Orła jest znany z tego, że w trakcie spotkania żyje meczem i cały czas wzdłuż bocznej linii instruuje swoich zawodników. Nie inaczej było teraz, co nawet w pewnym momencie wyglądało komicznie, bowiem Piotr Pierścionek mocno gestykulował na tle stojących w bezruchu szkoleniowców Zagłębia. - Świadomość taktyczna zawodników w niższych ligach jest generalnie na słabym poziomie. Sparingi mają to do siebie, że oprócz elementów stricte fizycznych, które się realizuje poprzez okres przygotowawczy, to w formie sparingowej można mieć wpływ na zachowanie zawodników, czy to w ofensywie, czy defensywie. W jakiś sposób staram się im pomagać. W ofensywie gracze muszą się wykazywać pewną kreatywnością i trudno kierować nimi jak na playstation - nie o to chodzi. W defensywie trzeba pomóc czasem zespołowi, aby właściwie ustawił się do piłki. Teraz gramy 4-3-3, to inny system niż ten, którym grałem w innych klubach, ale byliśmy w tamtym roku najskuteczniejszym zespołem. Z zawodnika, który grał w Czarnych Sosnowiec na lewej obronie, zrobiłem napastnika, który został królem strzelców, od razu dostał propozycję w Puszczy Niepołomice. Chcemy grać ofensywnie, nie sztuką jest dzisiaj nauczyć ustawiać, przesuwać pod piłką - to każdy potrafi. Dziś trzeba się wykazać, nauczyć grac do przodu, mieć jakąś sensowną myśl. Na razie próbujemy, idzie raz lepiej, raz gorzej – przyznaje.
Piotr Pierścionek swego czasu prowadził w Ekstraklasie Młode Zagłębia wraz z Arturem Mosną. Obaj byli uważani za młode pokolenie trenerów z regionu. Niestety, pod odejściu z Sarmacji, Artur Mosna nie podjął się trenowania zespołu z Zagłębia Dąbrowskiego, choć w trakcie pracy w Będzinie miał propozycje z innych lig. Piotr Pierścionek po dość długiej pracy w drugoligowcu zdecydował się poprowadzić Orła, co też było zaskoczeniem. - Doświadczenie nadal zdobywam i nie uważam się za doświadczonego i dobrego trenera. Jestem osobą, która chce się rozwijać i swój warsztat pracy z każdym kolejnym rokiem staram się wzbogacać. Mimo wszystko uważam, że nadal jestem młodym trenerem i poniekąd jestem w regionie. Ze względów prywatnych zdecydowałem się pracować w Orle Balin, tam pracuję w szkole, umówiłem się na na okres 2 lat i mimo, że miałem propozycje pracy w innym klubie, zostałem. Chciałem się uczciwie zachować. Na rynku jaworznicko-chrzanowskim moja osoba była negatywnie odbierana w kontekście "ucieczek". W Górniku Jaworzno pracowałem trzy razy i trzy razy odchodziłem do Sosnowca. Pierwsza myśl jaka była osób, które mnie zatrudniały to, że od razu ucieknę, że mam ambicje pracy wyżej. Zagłębiu wtedy nie mogłem odmówić, jest to klub, który miałem w sercu i mam, grałem tu 13 lat w piłkę. Straciłem zdrowie i emocje w trakcie pracy trenerskiej. Tak jak mówiłem, miałem teraz propozycję pracy w III lidzie, nie skorzystałem. Chcę zobaczyć jakie będą efekty pracy, którą tu wykonuję. Zobaczymy czy uda się je zrealizować. Sobotnim sparingiem nie chciałem nikomu nic udowadniać – powiedział.
W Sosnowcu przez wiele osób został skreślony przez wypowiedź na konferencji prasowej po porażce z Elaną Toruń. Dziś na zimno ocenia ją jako słuszną, lecz nie do końca poważnie potraktowaną. - Powiem przekornie - moja ostatnia wypowiedź na konferencji jako trenera Zagłębia Sosnowiec podniosła larum ze względu na sytuację finansową, która panowała. Jakby ktoś poważnie to potraktował, to nie byłoby takiej spirali długów i pan Baczyński nie musiałby teraz ich spłacać, tylko poświęciłby te pieniądze na zbudowanie drużyny, która miałaby aspirację i walczyłaby o awans do I ligi. Od stycznia, kiedy ja pracowałem, nie było stabilizacji finansowej. Tą mieliśmy w rundzie jesiennej - na do widzenia byliśmy na 2. miejscu, awansowaliśmy do 1/4 finału Pucharu Polski, był pozytywny klimat wokół drużyny, była atmosfera, a gdy nie ma pieniążków w sporcie, to później są takie efekty. Dlatego moja wypowiedź była tak odebrana, ale może gdybym miał 20 lat więcej, bardziej prestiżowe nazwisko, to ktoś zwróciłby uwagę, że tak rzeczywiście jest. Po 3 latach okazało się, że Zagłębie miało bardzo dużo długów. Ja nie podejmowałem żadnych działań, mimo zaległości w stosunku do mojej osoby, nie ciągałem klubu po sądach, a pan Baczyński bardzo w porządku się zachował. Jak już sobie unormuje pewne sprawy, na pewno skoncentruje się na sprawach sportowych i poukłada je. Jestem spokojny o tę drużynę – powiedział na chłodno trener.
Piotr Pierścionek dobrze wspomina czasy spędzone w Zagłębiu. Choć wobec jego osoby pojawiają się zarzuty, to jednak był to jeden z niewielu trenerów, który w takim stopniu stawiał na wychowanków i był z nimi o krok od awansu. Były to także czasy, gdzie na każdym meczu było kilka tysięcy kibiców. Dziś żaden szkoleniowiec nie może się pochwalić taką frekwencją. - Nie wykonałem tutaj jakiejś mega złej roboty. Udało mi się wprowadzić do drużyny wychowanków, których wtedy mieliśmy dwunastu. W meczu z Ruchem Radzionków, zremisowanym u siebie 0:0, zagrał Strojek, Marek, Pietrzak, Łuczywek, Ryndak, Szatan. Cholera jasna, w meczach kluczowych dla rywalizacji o awans było sześciu młodych ludzi z Sosnowca. Jeśli oni wtedy byli młodzi i teraz tez ktoś mówi, że robi młody zespół, to czy ja grałem trampkarzami? Ja oczywiście nie pracowałem tutaj sam. Oddaliśmy sporo dla klubu z Grześkiem Kurdzielem, z Piotrkiem Caliński, z Pawłem Ryngierem. Wtedy był trudny okres, bo sportowo uciekał nam cel, który chcieliśmy osiągnąć i zrealizować. Zostaliśmy podwójnie ukarani za jedno przewinienie. Przed meczem z Polkowicami wygraliśmy 2:0 z Zawiszą, która była wtedy jednym z faworytów do awansu. Wygraliśmy, bo kibice nas pchnęli do zwycięstwa. Przyszło kilka tysięcy osób, w Sosnowcu było ogólne poruszenie tym meczem i zespół tego potrzebował. Tych emocji brakowało w spotkaniu z Górnikiem Polkowice, tej fali, tego pociągnięcia ze strony kibiców. Byliśmy pokrzywdzeni. Na chłodno to oceniam teraz, musiałem to powiedzieć jestem osobą impulsywną, może mogłem się ugryźć w język. Teraz tego nie żałuję, musiałem się tak zachować, a dla mnie dobra zawodników zawsze było najważniejsze i tu dwa razy była taka sytuacja, że zespół stawał murem za mną – powiedział nam Pierścionek.
Po jego kontrowersyjnych wypowiedziach, szczególnie z ostatniego półrocza, Pierścionek miał tyle samo przeciwników ilu zwolenników. Dziś jednak część z nich tęskni za wychowankiem Zagłębia, jako trenerem, który ponownie mógłby poprowadzić swój klub. Choć od czasu zwolnienia, propozycji objęcia stanowiska nie było, to jednak szkoleniowiec takiej możliwości nie wyklucza. - Może kiedyś uda się wrócić... Niezbadane są losy trenerów, a jest się tam, gdzie cię chcą. Jeśli jest stabilizacja na pewnym poziomie, sportowa koncepcja zespołu, nie tylko dotycząca pierwszej drużyny, ale po prostu szkolenia dzieci i młodzieży. Na chwile obecna są inni ludzie, którzy muszą się wykazać. Kto ma pomóc, jak nie trener Wyrobek? Ma doświadczenie, potrafi racjonalnie ocenić możliwości zawodnika i wierzę, że tak doświadczona osoba jest w stanie zadziałać – zakończył.
OD REDAKCJI:
Choć nie są to dziś popularne słowa, to jednak wydaje nam się, że Piotr Pierścionek był jednym z najlepszych trenerów Zagłębia ostatnich lat. Wychowanek klubu był w stanie zjednoczyć piłkarzy, niejednokrotnie o przeciętnych umiejętnościach, na określonym celu, jakim był awans do I ligi i o niego się otarł.
Dodaj komentarz
Rozgrywki
61Znicz Basket Pruszków
vs
81MKS Dąbrowa Górnicza
0Pilica Koniecpol
vs
0Czarni Sosnowiec




Tabela


