Piłka nożna / Puchar Polski
22:15, 01.09.2010
Góra Siewierska
KS Góra Siewierska
10
Błękitni Sarnów
(0:0)
Bramka: 1:0 - Garbacik (74.)
Góra:
Klikiewicz - Kuczera, Pańta, Fiutek, Osypiński - Miodek (16.Kaleta), Dyszy (76.Pasternak), Garbacik, Mikulski - Ostrowski, Ferdyn
Błękitni Sarnów:
Szymczyk - Kusiński, Boraczyński, Szymczyna (46.Płatek Ż), Marcinkowski - Cielniaszek, Biedroń (46. Pogoń), Krupiński (46.Pietrzak), Kluska - Czechowski (65. Dominiczak), Kubasiak
Błękitni spadli z Góry
Autor: Łukasz Dytko / sportowezaglebie.pl
Dla podopiecznych Andrzeja Cichorskiego był to pierwszy oficjalny mecz o stawkę w tym sezonie, dlatego też opiekun miejscowych postawił na swoje największe ikony, Bartosza Osypińskiego i Macieja Garbarcika. Z kolei przyjezdni potraktowali ten mecz dość ulgowo. W związku z tym w meczowej kadrze Błękitnych zabrakło kilku filarów podstawowej jedenastki: Grzegorza Kubicy, Grzegorza Zięby, Pawła Czeladzkiego i Kamila Jajeśniaka. Natomiast w rolę bramkarza wcielił się... nominalny pomocnik, Piotr Szymczyk.
Mecz na "wodzie" rozpoczął się od wzajemnego "badania" obu drużyn. Zarówno gospodarze jak i przyjezdni stworzyli sobie po kilka sytuacji do zdobycia gola, lecz w większości z nich skuteczne wykończenie akcji utrudniała mocno przesiąknięta płyta boiska. W 16. minucie zawodów osobisty dramat przeżył pomocnik KS-u, Patryk Miodek, który najprawdopodobniej zerwał ścięgno w kolanie i przy pomocy kolegów opuszczał murawę. Zawodnik żółto - niebieskich po kilkudziesięciu minutach został przewieziony karetką do szpitala. Z biegiem czasu, Błękitni uzyskiwali optyczną przewagę, jednak groźniejsze okazje na objęcie prowadzenia zaprezentowali piłkarze z Góry Siewierskiej. Niespodziewanie, arbiter główny środowych zawodów Robert Wszołek zakończył pierwszą część meczu po niespełna... 43 minutach.
Zaledwie pięć minut po wznowieniu drugiej części meczu, sędzia przerwał grę na kilka chwil z powodu zbliżającej się burzy. Po wznowieniu pucharowego pojedynku, obraz gry "kropka w kropkę" przypominał ten sprzed przerwy. W 72. minucie miało miejsce niecodzienne zdarzenie. Grający na pozycji stopera w barwach sarnowian, Grzegorz Płatek złapał piłkę... do rąk, widząc, że ta przelatuje tuż nad jego głową. Obrońca Błękitnych za popełnienie tego czynu został ukarany po "koleżeńsku" tylko żółtą kartką.
Zaledwie pięć minut po wznowieniu drugiej części meczu, sędzia przerwał grę na kilka chwil z powodu zbliżającej się burzy. Po wznowieniu pucharowego pojedynku, obraz gry "kropka w kropkę" przypominał ten sprzed przerwy. W 72. minucie miało miejsce niecodzienne zdarzenie. Grający na pozycji stopera w barwach sarnowian, Grzegorz Płatek złapał piłkę... do rąk, widząc, że ta przelatuje tuż nad jego głową. Obrońca Błękitnych za popełnienie tego czynu został ukarany po "koleżeńsku" tylko żółtą kartką.
120 sekund później miejscowi wyszli na prowadzenia. Przepiękną bramkę zdobył Maciej Garbacik, który potężnym strzałem z ponad 30 metrów z rzutu wolnego pokonał ugrzązłego w błocie, Piotra Szymczyka. Druga odsłona meczu była jeszcze krótsza niż pierwsza i trwała blisko... 42 minuty.
Po końcowym gwizdku arbitra w znakomitym humorze był szkoleniowiec b-klasowca, Andrzej Cichorski. - Pierwszy mecz graliśmy w takim składzie i wygraliśmy 1:0 z mocniejszym przeciwnikiem. Dopiero układamy tę drużynę. To są młodzi chłopcy, którzy chcą grać. Jest osiemnastka na trening, jest osiemnastka na mecz i to nas cieszy - zakomunikował trener gospodarzy.
Nieco zmartwiony był napastnik pokonanych, Przemysław Czechowski. - Ulegliśmy dziś niżej notowanemu rywalowi i już na pierwszej rundzie zakończyliśmy swój występ w Pucharze Polski. Nie byliśmy drużyną gorszą. Obie ekipy zaprezentowały zbliżony poziom umiejętności. Niestety, ktoś musiał dziś przegrać... - oznajmił znany "Czesior".
Po końcowym gwizdku arbitra w znakomitym humorze był szkoleniowiec b-klasowca, Andrzej Cichorski. - Pierwszy mecz graliśmy w takim składzie i wygraliśmy 1:0 z mocniejszym przeciwnikiem. Dopiero układamy tę drużynę. To są młodzi chłopcy, którzy chcą grać. Jest osiemnastka na trening, jest osiemnastka na mecz i to nas cieszy - zakomunikował trener gospodarzy.
Nieco zmartwiony był napastnik pokonanych, Przemysław Czechowski. - Ulegliśmy dziś niżej notowanemu rywalowi i już na pierwszej rundzie zakończyliśmy swój występ w Pucharze Polski. Nie byliśmy drużyną gorszą. Obie ekipy zaprezentowały zbliżony poziom umiejętności. Niestety, ktoś musiał dziś przegrać... - oznajmił znany "Czesior".






