Publicystyka / Wywiady
06:00, 01.07.2010
Adamczyk: Historia zatacza koło
Podczas podpisywania umowy przejęcia przez miasto Sosnowiec akcji Zagłębia Sosnowiec, prezydent Kazimierz Górski przedstawił kandydata na prezesa Zagłębia - Marka Adamczyka. 32- letni Marek Adamczyk szkolił się w Zagłębiu i grał w nim do 2003 roku. Z wykształcenia jest prawnikiem. Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, jednak przeprowadziliśmy rozmowę z byłym piłkarzem Zagłębia, a ewentualnym sternikiem tego klubu.
sportowezaglebie.pl - Został pan przedstawiony przez miasto, jako kandydat na prezesa Zagłębia, czyli zakładamy, iż jest gotowość podjęcia tego wyzwania?
Marek Adamczyk: - Przede wszystkim trzeba pamiętać, że na razie jestem tylko kandydatem na objęcie stanowiska prezesa Zagłębia. Dlatego nie chciałbym, by to było odbierane, że wszystko jest przesądzone. Kilka dni temu pojawiło się moje nazwisko, odbyłem pierwszą rozmowę z przedstawicielami gminy. Wczoraj doszło do nieoficjalnego, trójstronnego spotkania z wiceprezydentem Zbigniewem Jaskiernią i właścicielem Zagłębia, Krzysztofem Szatanem. Służyło ono poznaniu się oraz przedstawieniu wizji, jak to wszystko miałoby wyglądać i funkcjonować. Przedstawiłem moje pomysły współwłaścicielom, gdyż od dnia wczorajszego jest ich dwóch – pan Szatan i miasto. Teraz jest czas, by ustalić wszystkie szczegóły. Jeśli zostaną stworzone warunki do ciężkiej pracy, bo takiej właśnie się spodziewam, do tego rzetelnej i skutecznej, to jestem w stanie rzucić na szalę swoje doświadczenie zawodowe i życiowe, by podjąć się tego wyzwania.
We wcześniejszej rozmowie zaznaczał pan, iż byłoby to spełnienie marzeń. Chyba pomoże panu fakt, iż wychowywał się pan na Stadionie Ludowym?
- W Zagłębiu byłem praktycznie od trampkarza, dlatego jeśli zostałbym prezesem, byłoby to rzeczywiście dla mnie spełnienie marzeń.
Marek Adamczyk: - Przede wszystkim trzeba pamiętać, że na razie jestem tylko kandydatem na objęcie stanowiska prezesa Zagłębia. Dlatego nie chciałbym, by to było odbierane, że wszystko jest przesądzone. Kilka dni temu pojawiło się moje nazwisko, odbyłem pierwszą rozmowę z przedstawicielami gminy. Wczoraj doszło do nieoficjalnego, trójstronnego spotkania z wiceprezydentem Zbigniewem Jaskiernią i właścicielem Zagłębia, Krzysztofem Szatanem. Służyło ono poznaniu się oraz przedstawieniu wizji, jak to wszystko miałoby wyglądać i funkcjonować. Przedstawiłem moje pomysły współwłaścicielom, gdyż od dnia wczorajszego jest ich dwóch – pan Szatan i miasto. Teraz jest czas, by ustalić wszystkie szczegóły. Jeśli zostaną stworzone warunki do ciężkiej pracy, bo takiej właśnie się spodziewam, do tego rzetelnej i skutecznej, to jestem w stanie rzucić na szalę swoje doświadczenie zawodowe i życiowe, by podjąć się tego wyzwania.
We wcześniejszej rozmowie zaznaczał pan, iż byłoby to spełnienie marzeń. Chyba pomoże panu fakt, iż wychowywał się pan na Stadionie Ludowym?
- W Zagłębiu byłem praktycznie od trampkarza, dlatego jeśli zostałbym prezesem, byłoby to rzeczywiście dla mnie spełnienie marzeń.
Gdy odchodziłem z tego klubu w 2003 roku, to nie ukrywam, że gdzieś tam w głowie miałem myśl, by wrócić. Zawsze, gdy tylko mogę sobie na to pozwolić, jestem na meczach Zagłębia. Jestem w ciągłym kontakcie z trenerami, zawodnikami i działaczami. W końcu w tym środowisku jest wielu moich byłych trenerów i kolegów z boiska. Bardzo mnie cieszy fakt, iż w Zagłębiu trenerami młodzieży są chłopaki z Zagłębia i to będziemy kontynuować. Wracając do pytania, to podkreślam - byłoby to spełnienie marzeń, ale czas pokaże, czy rezygnując z prawniczej kariery postąpiłem dobrze. Na pewno mogę zapewnić, że jeśli zostanę wybrany, to nie po to, by siedzieć na trybunie dla VIP-ów, chcę mieć wpływ na losy klubu.
Doświadczenie w prowadzeniu klubu już pan ma, gdyż w Pionierze Ujejsce był pan wiceprezesem. Nie ma pan jednak obaw przed pracą w II-ligowym klubie? Rynek piłkarski jest niezwykle agresywny?
- W Pionierze Ujejsce moja praca była formą zabawy. Była to funkcja społeczna, której się poświęciłem. Rzeczywiście rynek w wyższych ligach jest niezwykle agresywny, trzeba tutaj się odnaleźć, przepychać się łokciami. Zresztą jak na każdym innym rynku, Krzysztof Szatan świetnie zdaje sobie z tego sprawę. Jeśli nie podejmiemy się tego wyzwania, to zostaniemy z tyłu. Oczywiście nie można porównywać A klasy, z II ligą, ale jakieś tam doświadczenie zebrałem. Wszyscy jesteśmy zgodni - Zagłębie ma być potęgą, bo historia przemawia za tym klubem i ja zamierzam do tego dążyć. I to nie może być tylko klub, to musi być dobrze i sprawnie działające przedsiębiorstwo.
Przed laty pana tata, Andrzej, razem z Leszkiem Baczyńskim oraz Krzysztofem Tochelem odbudowywali Zagłębie po wielkim kryzysie. Historia zatacza koło?
- Niemalże tak, można powiedzieć, że historia zatoczyła koło. Nie ukrywam, że z porad i doświadczenia mojego ojca oraz Leszka Baczyńskiego na pewno będę korzystał, gdyż zrobili kawał dobrej roboty. Śmiem twierdzić, że warunki do pracy mieli zdecydowanie gorsze. Pewien schemat, który wprowadzili jednak się sprawdził. Budowali klub w oparciu mocnych fundamentów w postaci wychowanków. Młodzież zawsze była oddana temu klubowi, dlatego warto na nią stawiać. Nie mówię, że doświadczonych piłkarzy ma nie być, ale mają to być piłkarze, którzy podnoszą wartość drużyny.
Czy zapadły już jakieś decyzje, które będą wprowadzane w życie?
Nie chcę mówić jeszcze o decyzjach, gdyż jest na nie za wcześnie. W głowie mam jednak bardzo dużo pomysłów. Umowa o przejęciu akcji przez miasto została dopiero podpisana, więc w sprawach personalnych wiele może się zdarzyć.
Doświadczenie w prowadzeniu klubu już pan ma, gdyż w Pionierze Ujejsce był pan wiceprezesem. Nie ma pan jednak obaw przed pracą w II-ligowym klubie? Rynek piłkarski jest niezwykle agresywny?
- W Pionierze Ujejsce moja praca była formą zabawy. Była to funkcja społeczna, której się poświęciłem. Rzeczywiście rynek w wyższych ligach jest niezwykle agresywny, trzeba tutaj się odnaleźć, przepychać się łokciami. Zresztą jak na każdym innym rynku, Krzysztof Szatan świetnie zdaje sobie z tego sprawę. Jeśli nie podejmiemy się tego wyzwania, to zostaniemy z tyłu. Oczywiście nie można porównywać A klasy, z II ligą, ale jakieś tam doświadczenie zebrałem. Wszyscy jesteśmy zgodni - Zagłębie ma być potęgą, bo historia przemawia za tym klubem i ja zamierzam do tego dążyć. I to nie może być tylko klub, to musi być dobrze i sprawnie działające przedsiębiorstwo.
Przed laty pana tata, Andrzej, razem z Leszkiem Baczyńskim oraz Krzysztofem Tochelem odbudowywali Zagłębie po wielkim kryzysie. Historia zatacza koło?
- Niemalże tak, można powiedzieć, że historia zatoczyła koło. Nie ukrywam, że z porad i doświadczenia mojego ojca oraz Leszka Baczyńskiego na pewno będę korzystał, gdyż zrobili kawał dobrej roboty. Śmiem twierdzić, że warunki do pracy mieli zdecydowanie gorsze. Pewien schemat, który wprowadzili jednak się sprawdził. Budowali klub w oparciu mocnych fundamentów w postaci wychowanków. Młodzież zawsze była oddana temu klubowi, dlatego warto na nią stawiać. Nie mówię, że doświadczonych piłkarzy ma nie być, ale mają to być piłkarze, którzy podnoszą wartość drużyny.
Czy zapadły już jakieś decyzje, które będą wprowadzane w życie?
Nie chcę mówić jeszcze o decyzjach, gdyż jest na nie za wcześnie. W głowie mam jednak bardzo dużo pomysłów. Umowa o przejęciu akcji przez miasto została dopiero podpisana, więc w sprawach personalnych wiele może się zdarzyć.






