Publicystyka / Wywiady
11:33, 04.08.2011
Wielki powrót króla Artura
Autor: (ps) / sportowezaglebie.pl
To z pewnością będzie jeden z największych come back’ów w Polskiej Lidze Hokeja. Powrót króla (strzelców) Artura Ślusarczyka, wielokrotnego reprezentanta Polski i maszynki do strzelania goli, który po roku przerwy zdecydował się znów wystąpić z herbem Zagłębia na koszulce.
Napastnik KH Zagłębie Sosnowiec zdobył uznanie nie tylko na Śląsku, (na którym się urodził), ale i Zagłębiu (w którym wychował się hokejowo), o czym świadczy litera „C” na lewej piersi na koszulce Zagłębia. W wywiadzie dla naszego portalu postanowił opowiedzieć o swojej przeszłości i przyszłości związanej z ukochanym sportem.
Sportowe Zagłębie: Jeszcze kilka miesięcy temu nawet tobie nie przyszłoby do głowy, że zagrasz w Zagłębiu. Co się stało, że zmieniłeś decyzję?
Artur Ślusarczyk: Sam się tego nie spodziewałem. Ale prawda jest taka, że z Zagłębia nie chciałem odchodzić, ale musiałem, nie z własnej woli. Mimo to, po spadku Naprzodu Janów, trener Krzysztof Podsiadło zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie zagrałbym znów w zagłębiowskim klubie. Nawet się nie zastanawiałem, bo innych ofert nie miałem, a powrót do Sosnowca był mi na rękę, bo w sosnowieckim SMS-ie zaczynałem swoją przygodę z hokejem, a poza tym syn Kuba chodzi tu do szkoły i wraz z żoną ułożyliśmy sobie życie w tym mieście.
Sportowe Zagłębie: Odszedłeś z katowickiego klubu, który miał problemy finansowe, do kolejnego, w którym też się nie przelewa. Wygląda na to, że wpadłeś „z deszczu pod rynnę”.
Sportowe Zagłębie: Jeszcze kilka miesięcy temu nawet tobie nie przyszłoby do głowy, że zagrasz w Zagłębiu. Co się stało, że zmieniłeś decyzję?
Artur Ślusarczyk: Sam się tego nie spodziewałem. Ale prawda jest taka, że z Zagłębia nie chciałem odchodzić, ale musiałem, nie z własnej woli. Mimo to, po spadku Naprzodu Janów, trener Krzysztof Podsiadło zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie zagrałbym znów w zagłębiowskim klubie. Nawet się nie zastanawiałem, bo innych ofert nie miałem, a powrót do Sosnowca był mi na rękę, bo w sosnowieckim SMS-ie zaczynałem swoją przygodę z hokejem, a poza tym syn Kuba chodzi tu do szkoły i wraz z żoną ułożyliśmy sobie życie w tym mieście.
Sportowe Zagłębie: Odszedłeś z katowickiego klubu, który miał problemy finansowe, do kolejnego, w którym też się nie przelewa. Wygląda na to, że wpadłeś „z deszczu pod rynnę”.
Masz w ogóle umowę z Zagłębiem?
Artur Ślusarczyk: Umowy mamy podpisane, lecz mają być „ulepszone” aneksami przez prawników. Jesteśmy związani z klubem prawnie, więc jestem spokojny o to, że mamy zapewnione regularne pensje i zaplecze po przejęciu Zagłębia przez miasto. Dwie ostatnie pensje zostały nam zapłacone zgodnie z terminem. Mam nadzieję, że nad hokejowym Zagłębiem na dłużej „zaświeci słońce”.
Sportowe Zagłębie: Na pewno jednak masz plan „B”, żeby dosłownie i w przenośni nie zostać na lodzie.
Artur Ślusarczyk: Cały czas o tym myślę. Nie ma co się oszukiwać, powoli zbliżam się do końca mojej zawodniczej kariery, jednak nie oznacza to, że dojdzie do mojego rozstania z tym sportem. Kocham hokej i poświęciłem mu swoje całe życie. Mam uprawnienia instruktora i od trzech sezonów szkolę młodzież w Janowie. Obroniłem również pracę licencjacką pt. „Media i Kultura w Europie” na Europeistyce. W przyszłości planuję też zdobyć licencję trenera II klasy.
Sportowe Zagłębie: A co z twoim hobby, czyli gotowaniem? Nie chciałeś zostać kucharzem?
Artur Ślusarczyk: Nie mam problemów z gotowaniem, ale znowu nie jestem mistrzem kuchni, tak jak moja mama czy babcia, które umiały świetnie gotować i to od nich się uczyłem od najmłodszych lat, bo musiałem szybko się usamodzielnić. Potrafię ugotować zupy i drugie dania, ale to dlatego, że dzielimy się z żoną obowiązkami i sobie wzajemnie pomagamy. Nie mam „specjalności zakładu”, ale ani ona, ani syn nie grymaszą, jak coś „upichcę”, więc nie jest tak źle (śmiech)!
Sportowe Zagłębie: Musiałeś szybciej dorosnąć niż twoi rówieśnicy, bo nie było ci łatwo i życie potrafiło dać ci surową lekcję.
Artur Ślusarczyk: Niestety, nie miałem łatwego dzieciństwa. Ojciec nas opuścił i wyjechał za Ocean, gdy miałem dopiero osiem lat, więc musiałem sobie radzić z mamą sam. Nie był na żadnym moim treningu i choć przysyłał sprzęt hokejowy żebym miał w czym grać, to tak naprawdę nie miałem wsparcia własnego taty, tak jak inni. Miłość do hokeja zaszczepił we mnie ojciec mojego kolegi, Oktawiusza Marcińczaka. Właśnie hokej pozwolił mi stanąć na nogi i wyjść z problemów. Teraz mam własną rodzinę i jestem szczęśliwy.
Sportowe Zagłębie: I to właśnie w hokeju osiągnąłeś sukces. Aż 114 występów i 40 goli w reprezentacji, tytuł mistrza Polski, dwukrotnie zostałeś królem strzelców PLH. Jakim cudem nie wyjechałeś za granicę z takim dorobkiem?
Artur Ślusarczyk: Myślę, że zadecydowały o tym obawy przed barierą językową, bo miałem ofertę gry w Austrii. Poza tym nie byłem znowu takim super kadrowiczem, dlatego znałem swoje miejsce w szeregu i być może obawiałem się takiego wyjazdu. Wyjeżdżali po prostu lepsi i też różnie im się wiodło. Wybrałem grę w Polsce, dla polskiej reprezentacji i nigdy nie będę żałował takiej decyzji. Jestem zadowolony z tego, że osiągnąłem awans do hokejowej elity, grałem z najlepszymi i zwiedziłem kawał świata.
Sportowe Zagłębie: Były też i gorsze momenty. Pamiętasz okres w Zagłębiu (2007/2008), kiedy nie mogłeś strzelić gola? Jak do tego podchodziłeś, jesteś przesądny?
Artur Ślusarczyk: Wciąż jestem przesądny, ale nie tak jak kiedyś. W czarne koty i piątki trzynastego nie wierzę. Wtedy był to na pewno trudny moment, bo dla napastnika niemoc strzelecka to najgorsze, co może być, a ja przecież strzelałem po kilkanaście bramek dla Zagłębia. Mobilizowałem się wtedy podwójnie, żeby pomóc drużynie. Nawet hokejowe przesądy, czyli nie zmienianie zerwanych sznurowadeł żeby nie „zawiązać” bramki czy ubieranie tych samych ciuchów w tej samej kolejności z okresu skuteczności, nie zawsze działały (śmiech).
Sportowe Zagłębie: Teraz jednak dobrze zaczęliście przygotowania do sezonu 2011/2012, więc to chyba niezły omen?
Artur Ślusarczyk: Zwycięstwo 5:2 z GKS-em Jastrzębie to dla nas duże zaskoczenie, ale nie mamy zamiaru się nim zachłystywać. Ten zespół to pretendent do medalu, w którym występuje kilku reprezentantów Polski. My dopiero jesteśmy na etapie budowy drużyny, właściwie od zera i nie mam zamiaru „mydlić” oczu kibicom, że będziemy wygrywać. Spółka, którą stało się Zagłębie to dopiero „niemowlak”. Jak pokazały przypadki czołowych drużyn PLH, solidny zespół buduje się kilka lat. Dostajemy jednak ostro w kość na treningach, jako jedyni w Polsce pracujemy w soboty. Nogi aż nas „palą” od podwójnych obciążeń, ale jak mówią dwie stare hokejowe prawdy, „ciężka praca się opłaca” i ja się cieszę, bo im „ciężej będzie w lato, tym lżej w zimę”, kiedy przed nami będą najważniejsze rozstrzygnięcia.
Sportowe Zagłębie: To czego w takim razie życzyłbyś sobie po powrocie do Zagłębia i przed nowym sezonem? Skoro nieźle idzie ci przyrządzanie posiłków, to może „ugotowania” rywali”?
Artur Ślusarczyk: Przede wszystkim życzyłbym sobie, żebym nie doznał kontuzji i nie zablokował się na Zimowym jak przed laty. Mam nadzieję, że uda nam się namieszać w lidze, sprawimy niespodziankę i „ugotujemy” niejednego rywala (śmiech).
Artur Ślusarczyk: Umowy mamy podpisane, lecz mają być „ulepszone” aneksami przez prawników. Jesteśmy związani z klubem prawnie, więc jestem spokojny o to, że mamy zapewnione regularne pensje i zaplecze po przejęciu Zagłębia przez miasto. Dwie ostatnie pensje zostały nam zapłacone zgodnie z terminem. Mam nadzieję, że nad hokejowym Zagłębiem na dłużej „zaświeci słońce”.
Sportowe Zagłębie: Na pewno jednak masz plan „B”, żeby dosłownie i w przenośni nie zostać na lodzie.
Artur Ślusarczyk: Cały czas o tym myślę. Nie ma co się oszukiwać, powoli zbliżam się do końca mojej zawodniczej kariery, jednak nie oznacza to, że dojdzie do mojego rozstania z tym sportem. Kocham hokej i poświęciłem mu swoje całe życie. Mam uprawnienia instruktora i od trzech sezonów szkolę młodzież w Janowie. Obroniłem również pracę licencjacką pt. „Media i Kultura w Europie” na Europeistyce. W przyszłości planuję też zdobyć licencję trenera II klasy.
Sportowe Zagłębie: A co z twoim hobby, czyli gotowaniem? Nie chciałeś zostać kucharzem?
Artur Ślusarczyk: Nie mam problemów z gotowaniem, ale znowu nie jestem mistrzem kuchni, tak jak moja mama czy babcia, które umiały świetnie gotować i to od nich się uczyłem od najmłodszych lat, bo musiałem szybko się usamodzielnić. Potrafię ugotować zupy i drugie dania, ale to dlatego, że dzielimy się z żoną obowiązkami i sobie wzajemnie pomagamy. Nie mam „specjalności zakładu”, ale ani ona, ani syn nie grymaszą, jak coś „upichcę”, więc nie jest tak źle (śmiech)!
Sportowe Zagłębie: Musiałeś szybciej dorosnąć niż twoi rówieśnicy, bo nie było ci łatwo i życie potrafiło dać ci surową lekcję.
Artur Ślusarczyk: Niestety, nie miałem łatwego dzieciństwa. Ojciec nas opuścił i wyjechał za Ocean, gdy miałem dopiero osiem lat, więc musiałem sobie radzić z mamą sam. Nie był na żadnym moim treningu i choć przysyłał sprzęt hokejowy żebym miał w czym grać, to tak naprawdę nie miałem wsparcia własnego taty, tak jak inni. Miłość do hokeja zaszczepił we mnie ojciec mojego kolegi, Oktawiusza Marcińczaka. Właśnie hokej pozwolił mi stanąć na nogi i wyjść z problemów. Teraz mam własną rodzinę i jestem szczęśliwy.
Sportowe Zagłębie: I to właśnie w hokeju osiągnąłeś sukces. Aż 114 występów i 40 goli w reprezentacji, tytuł mistrza Polski, dwukrotnie zostałeś królem strzelców PLH. Jakim cudem nie wyjechałeś za granicę z takim dorobkiem?
Artur Ślusarczyk: Myślę, że zadecydowały o tym obawy przed barierą językową, bo miałem ofertę gry w Austrii. Poza tym nie byłem znowu takim super kadrowiczem, dlatego znałem swoje miejsce w szeregu i być może obawiałem się takiego wyjazdu. Wyjeżdżali po prostu lepsi i też różnie im się wiodło. Wybrałem grę w Polsce, dla polskiej reprezentacji i nigdy nie będę żałował takiej decyzji. Jestem zadowolony z tego, że osiągnąłem awans do hokejowej elity, grałem z najlepszymi i zwiedziłem kawał świata.
Sportowe Zagłębie: Były też i gorsze momenty. Pamiętasz okres w Zagłębiu (2007/2008), kiedy nie mogłeś strzelić gola? Jak do tego podchodziłeś, jesteś przesądny?
Artur Ślusarczyk: Wciąż jestem przesądny, ale nie tak jak kiedyś. W czarne koty i piątki trzynastego nie wierzę. Wtedy był to na pewno trudny moment, bo dla napastnika niemoc strzelecka to najgorsze, co może być, a ja przecież strzelałem po kilkanaście bramek dla Zagłębia. Mobilizowałem się wtedy podwójnie, żeby pomóc drużynie. Nawet hokejowe przesądy, czyli nie zmienianie zerwanych sznurowadeł żeby nie „zawiązać” bramki czy ubieranie tych samych ciuchów w tej samej kolejności z okresu skuteczności, nie zawsze działały (śmiech).
Sportowe Zagłębie: Teraz jednak dobrze zaczęliście przygotowania do sezonu 2011/2012, więc to chyba niezły omen?
Artur Ślusarczyk: Zwycięstwo 5:2 z GKS-em Jastrzębie to dla nas duże zaskoczenie, ale nie mamy zamiaru się nim zachłystywać. Ten zespół to pretendent do medalu, w którym występuje kilku reprezentantów Polski. My dopiero jesteśmy na etapie budowy drużyny, właściwie od zera i nie mam zamiaru „mydlić” oczu kibicom, że będziemy wygrywać. Spółka, którą stało się Zagłębie to dopiero „niemowlak”. Jak pokazały przypadki czołowych drużyn PLH, solidny zespół buduje się kilka lat. Dostajemy jednak ostro w kość na treningach, jako jedyni w Polsce pracujemy w soboty. Nogi aż nas „palą” od podwójnych obciążeń, ale jak mówią dwie stare hokejowe prawdy, „ciężka praca się opłaca” i ja się cieszę, bo im „ciężej będzie w lato, tym lżej w zimę”, kiedy przed nami będą najważniejsze rozstrzygnięcia.
Sportowe Zagłębie: To czego w takim razie życzyłbyś sobie po powrocie do Zagłębia i przed nowym sezonem? Skoro nieźle idzie ci przyrządzanie posiłków, to może „ugotowania” rywali”?
Artur Ślusarczyk: Przede wszystkim życzyłbym sobie, żebym nie doznał kontuzji i nie zablokował się na Zimowym jak przed laty. Mam nadzieję, że uda nam się namieszać w lidze, sprawimy niespodziankę i „ugotujemy” niejednego rywala (śmiech).
Tekst jest własnością portalu www.sportowezaglebie.pl. Autor artykułu nie wyraża zgody na jakiekolwiek kopiowanie, edytownie i publikowanie wyżej zamieszczonego tekstu na łamach innych mediów.
Dodaj komentarz
61Znicz Basket Pruszków
vs
81MKS Dąbrowa Górnicza
0Pilica Koniecpol
vs
0Czarni Sosnowiec




